Dzisiejszy dzień Jack chciał spędzić na leżeniu w łóżku i patrzeniu się sobie nawzajem w oczy. Nie sądzę, że wytrzymamy a szczególnie on bo jest osobą ruchliwą, ale zobaczymy jak to będzie.
- Jack
- Tak królewno?
- Nogi mi drętwieją - chłopak spojrzał na mnie i zaczął się przeturlywać na mnie - Jack'y nie pomagasz nic a nic a... - zamknął moje usta swoimi. Całował delikatnie jak zawsze. Podobała mi się w nim ta delikatność.- Jack - wyszeptałam cicho w jego wargi.
- Hmm? - zamruczał cicho przesuwając swoje pocałunki wzdłuż mojej linii szczęki.
- Wiesz... chyba ktoś nas obserwuje.
- Mhm - mruknął i dalej robił to co robił.
- Jack ogierze no nie przy ludziach - wrzasnął Cameron. Blondyn westchnął cicho i ostatni raz przed zabiciem Cam'a złączył nasze wargi.
- Dallas podaj mi jeden powód dla którego jeszcze masz całą twarz - syknął Johnson.
- Ponieważ to wszystko wina Nash'a, który mnie po was przysłał
- Czy mógłbyś wyjść?
- Pewnie gołąbeczki. Już wam nie przeszkadzam - oznajmił brunet i wyszedł. Jack chciał znów mnie pocałować ale zepchnęłam go z siebie.
- Idziemy - powiedziałam ze śmiechem
- Soph...
- Proszę - zrobiłam maślane oczy.
- No dobrze - splótł nasze palce i poszliśmy na dół. Chłopcy śpiewali sobie "Love Is In The Air"
- Okej. To czego od nas chcecie w ten jakże piękny dzień?
- Zabieramy was na plażę
- Chłopaki....
- Nie ma. Soph idź się przebrać. Zaraz przyjedzie Caroline
- Caro? A skąd ona...
- Cameron ją zaprosił - szatańsko się uśmiechnęłam - "Love Is In The Air" - zanuciłam głośno i pobiegłam do swojego pokoju a potem do łazienki. Ubrałam się w czarny strój z frędzelkami. Nie prezentowałam się jakoś pięknie ale nie było też najgorzej. Ubrałam na siebie to. Zgarnęłam jakąś większą torbę plażową i wrzuciłam do niej telefon, klucze, krem, ręczniki i książkę. Szybko zeszłam na dół i ogłosiłam głośno swoje przybycie.
- Jest już Caro?
- Nie, jeszcze jej nie ma
- Okej. No to co robimy?
- A może tak prawda czy wyzwanie?
- Serio?
- No tak
- To ja zaczynam - wydarł się na cały głos Taylor. - to hmmmm Gilinsky
- Wyzwanie
- Masz przelizać się z Caro - Cameron zakrztusił się powietrzem, Jack'owi opadła szczęka a ja wytrzeszczyłam oczy.
- Tay czy ty się źle czujesz? - powiedziałam trochę głośniej. - ja się na to nie zgadzam. Tak samo jak Jack i Cameron. Wymyśl coś innego - ale nie było czasu bo do domu wpadła panna Maloney.
- Sorki za spóźnienie. To jedziemy?
- Tak pewnie - ożywił się Dallas. Między nimi jest jakaś chemia. I jeszcze sprawię że będą razem szczęśliwi.
~~ Pół godziny później ~~
Dotarliśmy do opuszczonej plaży. Chłopcy tłumaczyli, że tutaj nigdy nikogo nie ma dlatego tu przychodzą. Rozłożyłam sobie na piasku większy z ręczników i rzuciłam na niego torbę. Było już zbyt ciepło by siedzieć w ubraniach dlatego ściągnęłam z siebie sukienkę pokazując moje ciało. Czułam się dziwnie kiedy wzrok wszystkich skierował się na moją osobę. Na moje policzki wpłynął czerwony rumieniec. Jako pierwszy otrząsnął się Johnson, który od razu na to zareagował i zasłonił mnie swoim ciałem.
- Panowie nie macie co robić? - Ci zmieszani poodwracali się w inne strony.
- Dzięki Jack - powiedziałam cicho żeby tylko on mnie usłyszał.
- Nie ma za co księżniczko - odpowiedział i odwrócił się do mnie twarzą. Zmierzył mnie wzrokiem od dołu do góry. Położył dłonie na wcięciu w mojej talii i przyciągnął do siebie.
- Wiedziałem że jesteś idealna ale coraz bardziej mnie zadziwiasz
- Bez przesady
- Grzeszysz kochanie - wymruczał mi do ucha a potem złożył krótki pocałunek na moich ustach.
Bawiliśmy się świetnie. Nie było chwili żeby ktoś nie siedział w wodzie. Okazało się że niedaleko od plaży jest pizzeria. Oczywiście musieli skorzystać z tego i tylko jak zrobili się głodni polecieli zamawiać. Po pół godziny wrócili chyba z siedmioma. Każda oczywiście inne dodatki. Ja po drugim kawałku już nie mogłam, Caroline tak samo a oni to każdy po jednej by zjadł. Skorzystałam z tego że chłopcy bili się o kilka ostatnich kawałków jedzenia i położyłam się na swoim ręczniku zażywając kąpieli słonecznej. W pewnym momencie krzyki ucichły. To nie był dobry znak. Oczywiście nie myliłam się. Chwile później byłam już na rękach kilku z nich. Wrzucili mnie do wody. Ale nie tylko mnie. Caro też w niej wylądowała. Ja, jak to ja postanowiłam sobie nie wypłynąć przez trochę dłuższą chwilę. Wtedy zaczęła się panika.
- Soph! Księżniczko nie żartuj sobie - krzyczał spanikowany Jack. Podpłynęłam najbliżej niego jak to było możliwe i za rękę wciągnęłam go za sobą. Krzyki i miny innych były bezcenne. Popatrzyłam blondynowi w oczy a później przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. Oplotłam nogi wokół jego bioder a on owinął swoje ręce wokół mojej talii przyciągając mnie jeszcze bardziej do siebie. Stanął na prostych nogach i wyciągnął nas nad taflę wody.
~~ Kilka godzin później ~~
Poprosiłam chłopców żeby zostawili mnie samą z Jack'iem. Chciałam z nim porozmawiać o tym co jest między nami. Blondyn splótł nasze palce i pociągnął na spacer brzegiem morza.- O co chodzi królewno?
- Posłuchaj Jack. Co jest między nami? Zachowujemy się jak para a tak na prawdę nią nie jesteśmy
- Sophie. Kocham Cię. I już nigdy nie przestanę. Masz rację że zachowujemy się jak para i chciałbym się Ciebie coś spytać
- Tak?
- Sprawisz że będę jeszcze bardziej szczęśliwszy i zostaniesz moją dziewczyną? - rzuciłam mu się w ramiona.
- Tak - powiedziałam cicho.
- I love it when you just don’t care
I love it when you dance like there’s nobody there
So when it gets hard don’t be afraid
We don’t care what them people say.
I love it when you don’t take no
Love it when you do what you want cause you just said so
Let them all go home, we out late
We don’t care what them people say.
We don’t have to be ordinary
Make your best mistakes
Cause we don’t have the time to be sorry
So baby be the life of the party
I’m telling you to take your shot
It might be scary
Hearts are gonna break
Cause we don’t have the time to be sorry
So baby be the life of the party.
Together we can just let go
Pretending like there’s no one else here that we know
Slow dance, fall in love as a club track plays
We don’t care what them people say

Chłopak wziął mnie na ręce i obrócił kilka razy wokół własnej osi aż upadliśmy. Leżałam na jego brzuchu a on leżał i podpierał się na łokciach trzymając mnie za rękę.
- Wiesz nigdy nie sądziłem że spotkam taką dziewczynę jak ty
- Jak ja? Czyli jaką?
- Piękną, mądrą, zabawną, przyjacielską, kochającą, walczącą o swoje. Po prostu wspaniałą
- Jack nie koloryzujesz trochę
- Ciebie nie trzeba koloryzować. Ty już jesteś idealna - na moje policzki wpełzł rumieniec - lubię kiedy się rumienisz. Wyglądasz wtedy tak uroczo
- Jack'y dlaczego wcześniej nie miałeś dziewczyny? Przecież jest ich tyle na świecie
- Ale do tej pory nie znalazłem tej jedynej, z którą chciałbym się związać. A pewnego dnia pojawiłaś się ty a moje serce oszalało. Zakochałem się już tego pierwszego dnia. Chciałem Cię znaleźć ale nie wiedziałem jak mam zacząć. A gdy zacząłem z tobą pisać, znaczy jeszcze nie wiedziałem że to ty jesteś tą dziewczyną z parku czułem się dziwnie. Nie sądziłem że można zakochać się w kimś kogo zna się ledwo i to tylko przez internet
- Och Jack. Jakie to wszystko jest pokręcone- Wiem - blondyn spojrzał mi w oczy.
- Mogę Ci coś powiedzieć?
- Pewnie
- Nigdy nie spotkałam takiego chłopaka jak ty. Jeszcze nikt nie zrobił dla mnie tyle co ty. Nawet nie wiem jak mam Ci podziękować
- Nie musisz dziękować kochanie. Mi wystarczy że jesteś - zaśmiałam się. - kocham Cię Sophie
- Ja Ciebie też Jack - zaniemówił.
- Ty na prawdę to powiedziałaś?
- No tak. To źle?
- To najwspanialsza rzecz jaką usłyszałem w całym moim życiu - połączył nasze usta w długim i namiętnym pocałunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz