Strony

wtorek, 20 października 2015

Rozdział 17

~~ Dzień 5 ~~

Dzisiaj ja zadecydowałam co będziemy robić. Chciałam znowu wrócić na tą plaże. Jest cudowna.
- Widzę że urok tego miejsca Ci się bardzo przypodobał
- Tak, ale najważniejsze jest to że mogę tu być z Tobą - blondyn przyciągnął mnie do siebie i delikatnie musnął moje usta swoimi. - Jack ja nie chcę wyjeżdżać. Nie chcę Cię tu zostawiać - po moim policzku spłynęła jedna łza, którą Jack'y szybko starł.
- Będzie dobrze kochanie. Nie pozwolę żebyś się smuciła
- Dziękuje - wyszeptałam i wtuliłam się w niego.

~~ Później ~~

Leżeliśmy wtuleni w siebie na piaskowym podłożu i po prostu rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Blondyn bawił się moimi lokami.
- Ehhhh królewno co ja bez Ciebie zrobię?
- Przeżyjesz
- No nie wiem
- Jack....
- Tak?
- Baby I'm perfect, baby I'm perfect for you - zaśpiewałam i zaśmiałam się.
- To chyba ja powinienem Ci to śpiewać
- Nie sądze
- Kocham Cię księżniczko
- Ja Ciebie też księżniczku
- Księżniczku?
- Męski odpowiednik księżniczki
- Przestań tworzyć nowe słowa
- Dlaczego?
- Bo wolałbym być księciem niż księżniczkiem
- A ja wole księżniczka od księcia
- A ja nie
- A ja tak
- A ja nie
- A ja tak
- A ja... - nie zdążył skończyć zdania ponieważ zamknęłam mu usta pocałunkiem.
- Ekhem - odsunęliśmy się od siebie zaczerwienieni.
- Um... hej Matt co tu robisz? - zapytałam lekko zażenowana.
- A tak nie miałem co robić to pomyślałem że pójdę na plażę i patrzę że wy tu jesteście to pomyślałem że się do was dołączę
- Uh okej - wypowiedział najmilej jak umiał blondyn.
- Chyba że wam przeszkadzam
- Nie, nie siadaj - Espinosa usiadł pomiędzy nami.
- Soph zaśpiewaj coś
- Ale co?
- No nie wiem
- Proszę - zrobił proszące oczy
- No dobrze

Down to Earth
Keep 'em falling when I know it hurts
Going faster than a million miles an hour
Trying to catch my breath some way, somehow
Down to Earth
It's like I'm frozen, but the world still turns
Stuck in motion, but the wheels keep spinning 'round
Moving in reverse with no way out



And now I'm one step closer to being
Two steps far from you
And everybody wants you
Everybody wants you


How many nights does it take to count the stars?
That's the time it would take to fix my heart
Oh, baby, I was there for you
All I ever wanted was the truth, yeah, yeah
How many nights have you wished someone would stay?
Lay awake only hoping they're okay
I never counted all of mine
If I tried, I know it would feel like infinity
Infinity, infinity, yeah
Infinity

wtorek, 6 października 2015

Hej

Uwaga mam wiadomość. Wiem że może wam się to nie spodobać ale że nie mam weny muszę to zrobić
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Dodaje Matthew do opowiadania i uwaga nieźle chłopak namiesza w życiu Soph i Jack'a

To tyle z mojej strony

sobota, 3 października 2015

Rozdział 16

~~ Dzień 4 ~~

Dzisiejszy dzień Jack chciał spędzić na leżeniu w łóżku i patrzeniu się sobie nawzajem w oczy. Nie sądzę, że wytrzymamy a szczególnie on bo jest osobą ruchliwą, ale zobaczymy jak to będzie.
- Jack
- Tak królewno?
- Nogi mi drętwieją - chłopak spojrzał na mnie i zaczął się przeturlywać na mnie - Jack'y nie pomagasz nic a nic a... - zamknął moje usta swoimi. Całował delikatnie jak zawsze. Podobała mi się w nim ta delikatność.
- Jack - wyszeptałam cicho w jego wargi.
- Hmm? - zamruczał cicho przesuwając swoje pocałunki wzdłuż mojej linii szczęki.
- Wiesz... chyba ktoś nas obserwuje.
- Mhm - mruknął i dalej robił to co robił.
- Jack ogierze no nie przy ludziach - wrzasnął Cameron. Blondyn westchnął cicho i ostatni raz przed zabiciem Cam'a złączył nasze wargi.
- Dallas podaj mi jeden powód dla którego jeszcze masz całą twarz - syknął Johnson.
- Ponieważ to wszystko wina Nash'a, który mnie po was przysłał
- Czy mógłbyś wyjść?
- Pewnie gołąbeczki. Już wam nie przeszkadzam - oznajmił brunet i wyszedł. Jack chciał znów mnie pocałować ale zepchnęłam go z siebie.
- Idziemy - powiedziałam ze śmiechem
- Soph...
- Proszę - zrobiłam maślane oczy.
- No dobrze - splótł nasze palce i poszliśmy na dół. Chłopcy śpiewali sobie "Love Is In The Air"
- Okej. To czego od nas chcecie w ten jakże piękny dzień?
- Zabieramy was na plażę
- Chłopaki....
- Nie ma. Soph idź się przebrać. Zaraz przyjedzie Caroline
- Caro? A skąd ona...
- Cameron ją zaprosił - szatańsko się uśmiechnęłam - "Love Is In The Air" - zanuciłam głośno i pobiegłam do swojego pokoju a potem do łazienki. Ubrałam się w czarny strój z frędzelkami. Nie prezentowałam się jakoś pięknie ale nie było też najgorzej. Ubrałam na siebie to. Zgarnęłam jakąś większą torbę plażową i wrzuciłam do niej telefon, klucze, krem, ręczniki i książkę. Szybko zeszłam na dół i ogłosiłam głośno swoje przybycie.
- Jest już Caro?
- Nie, jeszcze jej nie ma
- Okej. No to co robimy?
- A może tak prawda czy wyzwanie?
- Serio?
- No tak
- To ja zaczynam - wydarł się na cały głos Taylor. - to hmmmm Gilinsky
- Wyzwanie
- Masz przelizać się z Caro - Cameron zakrztusił się powietrzem, Jack'owi opadła szczęka a ja wytrzeszczyłam oczy.
- Tay czy ty się źle czujesz? - powiedziałam trochę głośniej. - ja się na to nie zgadzam. Tak samo jak Jack i Cameron. Wymyśl coś innego - ale nie było czasu bo do domu wpadła panna Maloney.
- Sorki za spóźnienie. To jedziemy?
- Tak pewnie - ożywił się Dallas. Między nimi jest jakaś chemia. I jeszcze sprawię że będą razem szczęśliwi.

~~ Pół godziny później ~~

Dotarliśmy do opuszczonej plaży. Chłopcy tłumaczyli, że tutaj nigdy nikogo nie ma dlatego tu przychodzą. Rozłożyłam sobie na piasku większy z ręczników i rzuciłam na niego torbę. Było już zbyt ciepło by siedzieć w ubraniach dlatego ściągnęłam z siebie sukienkę pokazując moje ciało. Czułam się dziwnie kiedy wzrok wszystkich skierował się na moją osobę. Na moje policzki wpłynął czerwony rumieniec. Jako pierwszy otrząsnął się Johnson, który od razu na to zareagował i zasłonił mnie swoim ciałem.
- Panowie nie macie co robić? - Ci zmieszani poodwracali się w inne strony.
- Dzięki Jack - powiedziałam cicho żeby tylko on mnie usłyszał.
- Nie ma za co księżniczko - odpowiedział i odwrócił się do mnie twarzą. Zmierzył mnie wzrokiem od dołu do góry. Położył dłonie na wcięciu w mojej talii i przyciągnął do siebie.
- Wiedziałem że jesteś idealna ale coraz bardziej mnie zadziwiasz
- Bez przesady
- Grzeszysz kochanie - wymruczał mi do ucha a potem złożył krótki pocałunek na moich ustach.
Bawiliśmy się świetnie. Nie było chwili żeby ktoś nie siedział w wodzie. Okazało się że niedaleko od plaży jest pizzeria. Oczywiście musieli skorzystać z tego i tylko jak zrobili się głodni polecieli zamawiać. Po pół godziny wrócili chyba z siedmioma. Każda oczywiście inne dodatki. Ja po drugim kawałku już nie mogłam, Caroline tak samo a oni to każdy po jednej by zjadł. Skorzystałam z tego że chłopcy bili się o kilka ostatnich kawałków jedzenia i położyłam się na swoim ręczniku zażywając kąpieli słonecznej. W pewnym momencie krzyki ucichły. To nie był dobry znak. Oczywiście nie myliłam się. Chwile później byłam już na rękach kilku z nich. Wrzucili mnie do wody. Ale nie tylko mnie. Caro też w niej wylądowała. Ja, jak to ja postanowiłam sobie nie wypłynąć przez trochę dłuższą chwilę. Wtedy zaczęła się panika.
- Soph! Księżniczko nie żartuj sobie - krzyczał spanikowany Jack. Podpłynęłam najbliżej niego jak to było możliwe i za rękę wciągnęłam go za sobą. Krzyki i miny innych były bezcenne. Popatrzyłam blondynowi w oczy a później przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. Oplotłam nogi wokół jego bioder a on owinął swoje ręce wokół mojej talii przyciągając mnie jeszcze bardziej do siebie. Stanął na prostych nogach i wyciągnął nas nad taflę wody.

~~ Kilka godzin później ~~

Poprosiłam chłopców żeby zostawili mnie samą z Jack'iem. Chciałam z nim porozmawiać o tym co jest między nami. Blondyn splótł nasze palce i pociągnął na spacer brzegiem morza.
- O co chodzi królewno?
- Posłuchaj Jack. Co jest między nami? Zachowujemy się jak para a tak na prawdę nią nie jesteśmy
- Sophie. Kocham Cię. I już nigdy nie przestanę. Masz rację że zachowujemy się jak para i chciałbym się Ciebie coś spytać
- Tak?
- Sprawisz że będę jeszcze bardziej szczęśliwszy i zostaniesz moją dziewczyną? - rzuciłam mu się w ramiona.
- Tak - powiedziałam cicho.
- I love it when you just don’t care
I love it when you dance like there’s nobody there
So when it gets hard don’t be afraid
We don’t care what them people say.
I love it when you don’t take no
Love it when you do what you want cause you just said so
Let them all go home, we out late
We don’t care what them people say.

We don’t have to be ordinary
Make your best mistakes
Cause we don’t have the time to be sorry
So baby be the life of the party
I’m telling you to take your shot
It might be scary
Hearts are gonna break
Cause we don’t have the time to be sorry
So baby be the life of the party.

Together we can just let go
Pretending like there’s no one else here that we know
Slow dance, fall in love as a club track plays
We don’t care what them people say




Chłopak wziął mnie na ręce i obrócił kilka razy wokół własnej osi aż upadliśmy. Leżałam na jego brzuchu a on leżał i podpierał się na łokciach trzymając mnie za rękę.
- Wiesz nigdy nie sądziłem że spotkam taką dziewczynę jak ty
- Jak ja? Czyli jaką?
- Piękną, mądrą, zabawną, przyjacielską, kochającą, walczącą o swoje. Po prostu wspaniałą
- Jack nie koloryzujesz trochę
- Ciebie nie trzeba koloryzować. Ty już jesteś idealna - na moje policzki wpełzł rumieniec - lubię kiedy się rumienisz. Wyglądasz wtedy tak uroczo
- Jack'y dlaczego wcześniej nie miałeś dziewczyny? Przecież jest ich tyle na świecie
- Ale do tej pory nie znalazłem tej jedynej, z którą chciałbym się związać. A pewnego dnia pojawiłaś się ty a moje serce oszalało. Zakochałem się już tego pierwszego dnia. Chciałem Cię znaleźć ale nie wiedziałem jak mam zacząć. A gdy zacząłem z tobą pisać, znaczy jeszcze nie wiedziałem że to ty jesteś tą dziewczyną z parku czułem się dziwnie. Nie sądziłem że można zakochać się w kimś kogo zna się ledwo i to tylko przez internet
- Och Jack. Jakie to wszystko jest pokręcone
- Wiem - blondyn spojrzał mi w oczy.
- Mogę Ci coś powiedzieć?
- Pewnie
- Nigdy nie spotkałam takiego chłopaka jak ty. Jeszcze nikt nie zrobił dla mnie tyle co ty. Nawet nie wiem jak mam Ci podziękować
- Nie musisz dziękować kochanie. Mi wystarczy że jesteś - zaśmiałam się. - kocham Cię Sophie
- Ja Ciebie też Jack - zaniemówił.
- Ty na prawdę to powiedziałaś?
- No tak. To źle?
- To najwspanialsza rzecz jaką usłyszałem w całym moim życiu - połączył nasze usta w długim i namiętnym pocałunku.

piątek, 25 września 2015

Rozdział 15

~~ Dzień 3 ~~

Dzisiaj Jack zaplanował cały dzień na bajki Disneya. To urocze. Powoli się w nim zakochuje. Tylko jest problem. Ja nie mogę. Boje się miłości a po za tym musze wyjechać a związki na odległość zazwyczaj nie mają szans by przetrwać. Właśnie stałam i robiłam gorącą czekoladę gdy poczułam ręce oplatające mnie w talii. Jego klatka piersiowa przywarła do moich pleców a blondyn przyłożył usta do mojego karku.

- Tęskniłem królewno - wymruczał do mojego ucha.
- Jack - powiedziałam cicho i odwróciłam się. Chłopak chciał mnie pocałować ale odwróciłam głowę. - j...ja nie mogę
- Co? Dlaczego?
- Jack'y ja za 11 dni wyjeżdżam. Nie chcę Ci dawać nadziei. Przepraszam - opuściłam głowę by nie patrzeć w te jego piękne oczy. Długo stał w bezruchu. Ściągnął jedną dłoń z mojej talii i chwycił nią za mój podbródek.
- Kochanie. Chcę z Tobą spędzić te 13 dni. To będą nasze wspomnienia. Dałaś mi nadzieję wtedy gdy pierwszy raz Cię zobaczyłem. I nigdy jej nie stracę. Nawet gdy wyjedziesz, wyjdziesz za mąż i będziesz mieć dzieci ja dalej będę Cię kochał - wtuliłam się w niego. Czy go kocham? Tak kocham go. - Idziemy oglądać? - pokiwałam delikatnie głową. Jack pociągnął mnie za sobą do salonu. Usiadł na kanapie i wciągnął mnie na swoje kolana.

~~ Później ~~

Właśnie oglądaliśmy " Króla Lwa " gdy przerwał nam dzwonek do drzwi. Leniwie się podniosłam i podeszłam by otworzyć.
- Tak?
- Przyszła przesyłka do pani. Proszę tu podpisać - podał mi papier na którym nakreśliłam swoje nazwisko a potem mu go oddałam.
- Dziękuję
- Do widzenia
- Do widzenia - wzięłam list do ręki i wróciłam do Johnsona.
- Kto to był?
- Listonosz. Przyniósł do mnie list - otworzyłam delikatnie kopertę i zaczęłam czytać.

" Witamy!

Dostała się pani na naszą uczelnię. Serdecznie zapraszamy na pierwsze wykłady 30 września. Mamy nadzieję że spodoba się tu pani.

                                                                                      Z poważaniem dyrektor szkoły "

Mój smutek powiększył się. Nie chciałam stąd wyjeżdżać.
- Co się dzieje Sophie?
- To już pewne. Wyjeżdżam - po moich policzkach spłynęły łzy. Niebieskooki wstał i mocno mnie przytulił.

Don’t try to make me stay or ask if I’m okay
I don’t have the answer
Don’t make me stay the night or ask if I’m alright
I don’t have the answer



Heartache doesn’t last forever
I’ll say I’m fine
Midnight ain’t no time for laughing
When you say goodbye



It makes your lips so kissable
And your kiss unmissable
Your fingertips so touchable


And your eyes,


Irresistible



I’ve tried to ask myself,
Should I see someone else?
I wish I knew the answer



But I know if I go now
If I leave and I’m on my own tonight,
I’ll never know the answer

czwartek, 24 września 2015

Rozdział 14

~~ Dzień 2 ~~

Rano obudziły mnie promienie słońca. Przeciągnęłam się jak rasowa kotka i przeniosłam się do łazienki. Po 20 minutach wyszłam z niej. Byłam przebrana w to. Gdy przejrzałam się w lustrze nie zobaczyłam jakoś specjalnie ładnej dziewczyny. Nigdy nie lubiłam swojego wyglądu. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko ruszyłam by je otworzyć. Przede mną stał Jack.
- Piękna jak zwykle - szepnął do mojego ucha a potem lekko musnął moje usta. Zarumieniłam się. - Księżniczko zabieram Cię na śniadanie
- A z jakiej to okazji?
- Z takiej że to drugi dzień i zostało mi ich tylko 12


~~ Później ~~


You should've known I love you
But I'll never say it too much
Maybe you did turn to get me
Maybe I'll never know what I done

Now I'm lost in the distance
You look at me like a stranger
Cause how it looks right now to me
If you're scared of the danger


 I could've shown you America
All the bright lights in the universe
We could have reached the highest heights
A different place, a different life
Remember that night underneath the stars
For a minute I thought the world was ours


All you had to do was show me love



Moje oczy się zaszkliły.
- Jack tyle dla mnie robisz. A ja nawet nie wiem jak się odwdzięczyć
- Nie musisz królewno. Mi wystarcza że jesteś - delikatnie złączył nasze usta razem. W moim brzuchu szalało stado motyli. To nie jest odpowiedni moment by mu mówić że...

sobota, 19 września 2015

Rozdział 13

~~ Dzień 1 ~~

- Wstajemy księżniczko. Śniadanie podano - obudził mnie cichy szept koło mojego ucha. Obróciłam się na drugą stronę kompletnie ignorując blondyna. Wsunął swoje ręce pod moją bluzkę i zaczął kreślić kółka na moim brzuchu i plecach. Wiedział, że to doprowadza mnie do szału.
- Jack przestań. Chce spać - odciągnęłam jego ręce od mojego ciała. Ale on nie dawał za wygraną i teraz składał krótkie pocałunki na moim obojczyku.
- Proszę - wymruczał mi do ucha.
- Ehhh no dobrze - przeciągnęłam się i podniosłam się do pozycji siedzącej. - nienawidzę Cię za to że mnie budzisz
- Ale uwielbiasz mnie za dużo innych rzeczy
- Co na dzisiaj mi zaplanowałeś?
- Spokojnie księżniczko. Zobaczysz - cmoknął mnie w skroń i pociągnął do kuchni.

~~ Później ~~

- Dobra ubieraj się. Jedziemy - rozkazał mi. Mi nikt nie rozkazuje. Uparcie siedziałam na fotelu wlepiając wzrok w telewizor.
- Magiczne słowo?
- Czary mary
- Spadaj Johnson - chłopak wziął mnie na ręce i zaniósł do góry. - jesteś głupi
- I uroczy
- Nie. Tylko głupi
- Przyznaj to
- Nie
- Tak
- Nie
- Tak
- Jack przestań
- Nie dopóki tego nie przyznasz
- Okej, okej. Drogi Jack'u. Oprócz tego że jesteś głupi jesteś też uroczy
- Wiem. A także skromny
- Oczywiście. Skromność to u Ciebie podstawa
- Tak. A teraz zrób się na milion dolarów i jedziemy podbijać świat!
- Ja zawsze wyglądam jak milion dolarów
- W to nie wątpię - cmoknął mnie w nos i zszedł na dół. Zabrałam ze swojej torby biały crop top z napisem " I'm Magcult. Problem? ", dżinsowe biodrówki z wysokim stanem i czystą bieliznę. Wyszykowałam się w 20 minut. Umyłam się i zrobiłam lekki makijaż.
- Mój giermku możesz mnie znieść! - krzyknęłam żeby Jack przyszedł. Po chwili zjawił się.
- No wyglądasz jak bilion dolarów - przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.
- Idziemy?
- Oczywiście

~~ Potem ~~

- Odwołuje to co powiedziałam wcześniej. Wcale nie jesteś uroczy. Jesteś skończonym idiotą - zaśmiałam się.
- No nie przesadzaj królewno. Będę Ci cały czas śpiewał
- A ja zaśpiewam Ci " I believe I can fly" i wykopnę Cię za barierkę
- No chodź. Nie daj się prosić - zrobił oczy kota. A ja za cholerę nie umiem im się oprzeć.
- Dobra
- Świetnie - powiedział zadowolony i pociągnął mnie za rękę do kolejki. Z każdą minutą byliśmy coraz bliżej wejścia. Bałam się. Nie lubiłam wysokości.
- Dwa bilety proszę - mężczyzna podał mu dwa papierki i życzył nam dobrej zabawy. Tak pewnie. Wsiedliśmy do tego ogromnego ustrojstwa a ten jak głupi zaczął mi śpiewać.


 I can't stop, never let a hater
Kill your dreams, 19, I got paper
Katniss Everdeen odds always in my favor
I pull up on the scene, black tee and a razor
Won't chase a woman, I re-pace
Make you have deja vu when I walk by
Like, "Hey it's that guy! Yeah aren't you from Vine?"
Hell nah I'm from Nebraska, get your facts aligned
But I ain't gonna lie, Jack and Jack
Did blow up on the app but we're more than that
Best duo in LA since Kobe-Shaq
Need a whole demolition just to hold us back
Run circles around the competition, culdesacs
Legs keep burnin' but it's so worth it
When you're young and urban, money like a surgeon
Yeah it's cool and all but spreadin' love's my purpose


- Jesteś zakochanym w sobie głupkiem
- Poprawka. Jestem zakochanym w Tobie głupkiem - przybliżył się do mnie i delikatnie złączył nasze usta razem.


Muszę przyznać że pomimo iż ten dzień się jeszcze nie skończył zaliczam go do jednego z najlepszych a czeka mnie jeszcze takich 13.

Rozdział 12

- J...Jack ja muszę Ci coś powiedzieć
- O co chodzi  księżniczko? - odgarnął kosmyk włosów opadających na moje czoło.
- Bo...bo ja wyjeżdżam - powiedziałam jeszcze ciszej odwracając od niego wzrok.
- Na ile?
- Nie wiem czy wrócę - z mowy jego ciała widziałam że jego smutek miesza się ze złością.
- Kiedy?
- Za dwa tygodnie - blondyn podniósł mój podbródek i wpił się w moje usta.
- Sprawię, że to będą najpiękniejsze dwa tygodnie w twoim życiu
- Dziękuję Jack
- Dla mojego całego świata zrobię wszystko - zarumieniłam się. Znów mnie pocałował tylko gwałtowniej i agresywnej. Podobało mi się to. Włożył rękę pod moją bluzkę i kreślił kciukiem szlaczki na moim brzuchu. Moja skóra płonęła. Chciał już posunąć się dalej ale go zatrzymałam.
- Jack za trzema ścianami są twoi przyjaciele. Nie fundujmy im nie przespanej nocy
- Ile to ja razy przez nich nie spałem - zachichotałam cicho. Blondyn przyciągnął mnie do siebie i splótł nasze nogi razem. Dotknął dłonią mego policzka i głaskał go kciukiem.
- Jesteś taka piękna
- Nie przesadzaj
- Nie przesadzam - cmoknął mnie w nos.
- Zaśpiewasz mi coś?
- A co byś chciała?
- "See you again"

It's been a long day, without you my friend...
And I'll tell you all about it, when I see you again...
We've come a long way, from where we began...
Oh I'll tell you all about it, when I see you again...
When I see you again...

Damn, who knew?
All the planes we flew...
Good things we been through...
That I'd be standing right here,
Talking to you, bout another path.
I know we loved to hit the road and laugh,
But something told me that it wouldn't last.
Had to switch up, look at things,
Different see the bigger picture.
Those were the days, hard work forever pays.
Now I see you in a better place.
(See you in a better place!)
Oh! Oh!

How could we not talk about family,
When family's all that we got?
Everything I went through you were standing there,
By my side, and now you gon' be with me
For the last ride...

Dalej już nie słuchałam ponieważ odpłynęłam do krainy Morfeusza.

piątek, 18 września 2015

Rozdział 11

- Ja Ciebie też Jack - tak chciałam odpowiedzieć, ale nie mogłam. Mocniej się w niego wtuliłam a potem odpłynęłam do krainy Morfeusza.

~~ Rano ~~

Obudziłam się objęta przez blondyna.
- Gapisz się - powiedziałam uśmiechnięta.
- Nie przeszkadza mi to - cmoknął mnie w nos a ja cicho zachichotałam.
- Trzeba wstawać - oznajmiłam i chciałam się podnieść ale Jack mnie zatrzymał.
- Spokojnie królewno. Oni śpią do 12
- Trudno. Dzisiaj ja ich obudzę - posłałam mu uśmiech i wstałam. Szybko się przebrałam i ruszyłam do kuchni. Zrobiłam ogromne śniadanie i z dwoma patelniami w rękach weszłam do salonu. Z ogromnym uśmiechem zaczęłam uderzać jedną o drugą i drzeć się że jedzenie czeka. Wstali z jękami co tak wcześnie.
- Bo miałam taki kaprys. Cieszcie się że w ogóle macie co jeść i nie lądujecie już pod moimi drzwiami z drugiej strony. A teraz zapraszam do kuchni - zanim rzucili się do wskazanego pomieszczenia zdążyłam zgarnąć kawę i jedną kanapkę.
- Smacznego wszystkim - krzyknęła Caro wchodząc do kuchni.
- Nawzajem - odpowiedzieli równocześnie.
- Uwaga drogie panie. Zapraszamy dzisiaj was do naszego królestwa na nockę - spojrzałyśmy na siebie z Caroline a potem znów na nich.
- Cóż. Niech wam będzie - ci zaczęli drzeć się na cały głos że się cieszą i tak dalej.

~~ Później ~~~

- Gotowe? - jęknął Taylor. Zeszłyśmy z Caro do nich a im opadły szczęki. Wyglądałyśmy ok ale nie aż tak bardzo pięknie żeby aż się ślinić. Przeszłyśmy między bandą zaślinionych facetów i wyszłyśmy z domu czekając na nich.
- Halo? Panowie? Żyjecie? - pierwszy ocknął się Shawn.
- Pięknie wyglądacie
- Oh Shawn bo się zarumienimy - zaśmiałyśmy się cicho. Potem całą reszta się ogarnęła i mogliśmy iść. Po jakichś 15 minutach poczułam czyjąś rękę oplatającą mnie w talii. Spojrzałam się w bok i zobaczyłam tą znaną blond czuprynę. W miejscu gdzie dotykał mojego odkrytego brzucha, czułam jakby się paliła moja skóra. Czułam się dziwnie z tym że tak na mnie działał. I jak zwykle dopadły mnie te przysłowiowe motyle w brzuchu. Tylko moje wierciły dziury. Po kolejnych 15 minutach doszliśmy do ich wielkiej willi.
- Jeju panowie. Masę forsy was to kosztowało
- Uroki bycia sławnym - Espinosa zaczął się przechwalać.
- Ty się nie odzywaj bo płacisz najmniej - wtrącił Gilinsky
- Ej nie wypominaj mi tego
- Stary on ma racje
- Cicho nie wszyscy muszą o tym wiedzieć
- I tak wszyscy już o tym wiedzą - i zaczęli się kłócić. Ehhhh gorzej niż dzieci.
- Ekhm - odchrząknęłam. - przypominam iż my tu też jesteśmy i gdybyśmy mogły to już byśmy poszły. Więc otwierać te masywne drzwi i pokazywać co macie w środku tej wielkiej chaty - ucichli i poprowadzili do środka. Wrażenie było jeszcze większe niż na zewnątrz.
- Wow - to tyle co mogłam z siebie wydusić.
- Podoba Ci się to co widzisz - mruknął mi na ucho Johnson, który jak zwykle musiał zgiąć się w pół bo sięgam mu do ramienia.
- Panowie musicie być tacy wysocy? Wpadam przez was w kompleksy - położyłam ręce na biodrach.
- Małe jest piękne - mrugnął do mnie Nash.

~~ Później ~~

- Zaśpiewamy coś?
- Co?
- Nie wiem. Może " I See Fire" ?
- Może być


Oh, misty eye of the mountain below
Keep careful watch of my brothers' souls
And should the sky be filled with fire and smoke
Keep watching over Durin's sons


If this is to end in fire
Then we should all burn together
Watch the flames climb high into the night
Calling out father oh
Stand by and we will
Watch the flames burn auburn on
The mountain side



And if we should die tonight
Then we should all die together
Raise a glass of wine for the last time


Calling out father oh
Prepare as we will
Watch the flames burn auburn on
The mountainside
Desolation comes upon the sky


Now I see fire
Inside the Mountain
I see fire
Burning the trees
And I see fire
Hollowing souls
I see fire
Blood in the breeze
And I hope that you remember me


Oh, should my people fall
Then surely I'll do the same
Confined in mountain halls
We got too close to the flame


- Dobra, dobra starczy - jęknęłam. Siedzieliśmy i gadaliśmy lub graliśmy do 4 nad ranem aż wszystkim zachciało się spać. Oczywiście Jack nie pozwolił mi spać nigdzie indziej niż u siebie. I znów byłam zmuszona czuć jego piękny zapach oraz być przyciśnięta do niego każdym skrawkiem ciała. Nie żeby mi to przeszkadzało ale coraz bardziej utwierdzało mnie to w tym że nie mogę mu dawać nadziei. Ja niedługo wyjeżdżam. I muszę mu o tym powiedzieć jak najszybciej.

wtorek, 15 września 2015

Rozdział 10

Więcej tego wieczoru ze sobą nie rozmawialiśmy. Czasem tylko patrzyliśmy sobie w oczy. Ten chłopak miał coś w sobie, że przyciągał mnie do siebie.
- Sophie?
- Tak?
- Trzeba by się ogarnąć i iść spać. Jest 3 w nocy
- Tak, tak. Więc tak jedna łazienka jest tutaj obok salonu a druga jak wchodzicie po schodach i prosto. Przygotuje wam materace - wstałam z kanapy i zeszłam do schowka bo tam było parę dwuosobowych materacy a na górze mam jeszcze dwa gościnne pokoje.
- Okej panowie. Mam zadanie - rzuciłam im pod nogi nie nadmuchane materace - proszę bardzo do waszego użytku. Caro ty jak zwykle w jednym gościnnym - pociągnęłam ją za rękę do góry.
- Pocałował mnie - szepnęłam cicho.
- Na prawdę?!
- Ciszej
- Jak było? Dobrze całuje?
-Wspaniale. Idź się ogarnij póki łazienka wolna. Do zobaczenia jutro - uśmiechnęłam się do niej i weszłam do swojego pokoju. Jakie szczęście że mam jeszcze jedną łazienkę ze swojego pokoju. Szybko się wykąpałam i przebrałam. Po 20 minutach wyszłam i poszłam sprawdzić czy mój dom jest jeszcze w całości.
Chłopcy leżeli zmęczeni a dwóch nie było.
- Dobranoc panowie
- Cześć Soph - uśmiechnęłam się do nich i poszłam do swojej sypialni.

~~ Później ~~

Obudziłam się godzinę później z płaczem. Dlaczego? Rozpętała się burza. Moje złe wspomnienia z nią wróciły. Pozwoliłam łzą płynąć po mojej twarzy i kapać na pościel. Chwile potem usłyszałam ciche pukanie i dźwięk otwieranych drzwi. Nie wiedziałam kto przyszedł ponieważ miałam zamazany cały obraz.
- Sophie? - to Jack. Nie odezwałam się słowem. Nie mogłam nic z siebie wydusić ze strachu. Blondyn usiadł koło mnie i pozwolił żebym wtuliła się w niego. Za każdym razem gdy było słychać grom, drżałam - królewno spokojnie jestem tu przy tobie - chwycił za mój podbródek i wpatrywał się w moje czerwone od płaczu oczy. Zbliżył swoją twarz do mojej i złączył nasze usta. Wtedy zapomniałam o burzy. Był taki delikatny. Oparł swoje czoło o moje i zaczął cicho śpiewać.
- This is my heartbeat song and I’m gonna play it
Been so long I forgot how to turn it up up up up all night long
Oh up up all night long
This is my heartbeat song and I’m gonna play it
Turn it on
But I know you can take it up up up up all night long
Oh up up all night long

-  I, I wasn’t even gonna go out
But I never would have had a doubt
If I don’t know where I’d be know
Your hands on my hips
And my kiss on your lips
And I could do this for a long time


 This is my heartbeat song and I’m gonna play it
Been so long I forgot how to turn it up up up up all night long
Oh up up all night long
This is my heartbeat song and I’m gonna play it
Turn it on
But I know you can take it up up up up all night long
Oh up up all night long


 Until tonight I only dreamed about you
I can’t believe I’ll ever breathe without you
Baby you make me feel alive and brand new
Bring it one more time, one more time**


- Kocham Cię królewno
- Ja Ciebie też Jack

niedziela, 13 września 2015

Rozdział 9

- Hej panowie wy nie macie czasem swoich domów?
- Nie. Dzisiaj robimy nockę u Ciebie - zakrztusiłam się powietrzem.
- CO?!
- Robimy wieczorek zapoznawczy - wtrącił Cam patrząc ukradkiem na Caro.
- Cammy przyznaj robisz to dla Caroline - chłopak zrobił się cały czerwony i zaczął się jąkać próbując wydusić z siebie konkretne słowo.
- Dobra Dallas przestań z siebie robić nieśmiałego idiotę - starszy Grier klepnął go w ramie. Zachichotałam cicho.
- Okej. Jeśli chcecie to zostać to idźcie po zakupy. Bez prowiantu nie przetrwamy godziny w tyle osób
- Ciemnowłosa piękność ma racje! - wrzasnął Taylor. Walnęłam się otwartą dłonią w czoło.
- Błagam idźcie już. Zabierzcie najlepiej Caro ze sobą - jęknęłam. Wszyscy szybko wyszli zostałam tylko ja i blondyn, który nie dał się wyrzucić twierdząc, że ktoś musi ze mną zostać.
- Jesteś zła za to że ich przyprowadziłem?
- Na początku byłam ale na Ciebie nie mogłabym się długo gniewać po za tym bardzo fajnie mi się z nimi rozmawia a no i dzięki nim pierwszy raz od jakiegoś dłuższego czasu szczerze się śmiałam. Powinnam Ci dziękować a nie wrzeszczeć po co mi tu oni - podeszłam do niego i przytuliłam się do jego klatki piersiowej. - dziękuję Jack - chłopak oplótł mnie swoimi rękami i przycisnął jeszcze bardziej do siebie.
- Dla Ciebie wszystko królewno - cmoknął mnie w czubek głowy. Podniosłam delikatnie głowę by patrzeć mu w oczy. Intensywny błękit jaki od nich bił wiercił we mnie dziurę. Przybliżył swoją twarz do mojej. - jesteś taka piękna - wyszeptał cicho. Dotarł do mnie zapach mięty wymieszany z zapachem jego perfum. Jego usta delikatnie musnęły moje. Przyjemny dreszcz przeszył moje ciało. Johnson odsunął się ode mnie na dosłownie kilka centymetrów. Wciąż patrzyłam mu się w oczy ale po chwili się od niego gwałtownie odsunęłam. Nie mogłam. Odwróciłam głowę i zagryzłam wnętrze policzka. Chłopak podszedł do mnie i chwycił mnie za podbródek.
- Przepraszam - wyszeptał cicho. Ledwo powstrzymywałam się od płaczu.
- Do you feel, like you just can’t take no more. Broken heart, all your pieces on the floor. Like you’re running out of breath
- Trying to find yourself, before you blow away in the night. Every word you ever said. Every way you ever felt. I know it's hard but baby tonight...

We’re gonna run through fire
Like we’ve never been burnt
We're gonna laugh out loud
Like we've never been hurt
We're gonna shout it out to the edge of the world,
We’re unbreakable
You’re unbreakable


We’re gonna scream on roofop
Dance in the rain
We’ll open up our hearts,yeah
Forget the pain
And they can call us crazy
Freakin’ insane
We’re unbreakable
We’re unbreakable
You’re unbreakable
You’re unbreakable**


Zamknęłam oczy i pozwoliłam żeby moje łzy wypłynęły. Jack szybko je starł i pocałował mnie w czoło a następnie zamknął w mocnym uścisku.
- Wiem że już o tym wiesz ale chcę Ci powiedzieć to jeszcze raz. Kocham Cię Sophie

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
** - śpiewają razem

Rozdział 8

Odłożyłam telefon na półkę i chwyciłam moją gitarę. Pierwsze dźwięki piosenki "Aftertaste" rozbrzmiały po moim pokoju.

Re-rewind Friday night, never forget it
How you let me go
No more lies i'll be fine I know where I'm headed
Probably should've known


And now you're gonna say pretty please forgive me
Fool me once, told you twice you're gonna regret it
Now you're all alone yeah


Turns out that no one can replace me
I'm permanent you can't erase me
I'll help you remember me
One more kiss is all it takes
I'll leave you with the memory
And the aftertaste...


I wtedy przerwał mi dźwięk dzwonka do drzwi. Pobiegłam je otworzyć a tam zobaczyłam Magcon. Trochę mnie zatkało.
- Hej królewno ocknij się - lekko potrząsnął mną Jack.
- Um cześć wam. Co was sprowadza?
- Jack powiedział że piszesz piosenki i śpiewasz dlatego przyszliśmy pośpiewać razem z Tobą
- A po za tym piosenka Shawn'a brzmi lepiej w twoim wykonaniu - zaśmiał się Taylor.
- Wchodźcie. Za chwilę powinna przyjść jeszcze moja przyjaciółka
- Jeśli jest równie piękna jak ty to jeszcze pomyśle że coś jest nie tak - wtrącił Nash. Zarumieniłam się.
- Chcecie coś do picia albo jedzenia?
- Nie dzięki - powiedzieli wszyscy równocześnie.
- Wy tak to telepatycznie czy czysty przypadek?
- Jesteśmy braćmi to nie może być przypadek
- Soph zaśpiewaj nam coś
- To zagrajcie coś - Johnson dopadł do mojego fortepianu i zaczął grać mi tak bardzo znaną melodię.

It ain’t nothin’ to a king
It ain’t nothin’ to a king
I’m just tryna live boss life all night
Never have to worry about a thing
It ain’t nothin’ to a king
It ain’t nothin’ to a king
I’m just tryna live boss life all night
Never have to worry about a thing


Yeah, it ain’t nothin’ to a king, I just do this shit for real
Me and sammy in this thing and we might just sip a little
In a party getting energized, women telling hella lies
Say they got a man, but got my lyrics all memorized
Up inside they brains and we don’t do it for the fame
We just out here chasing money making millions to the name
Znów przerwał mi dzwonek. Poszłam i otworzyłam Caro.
- Hej kochana - przywitała się ze mną buziakiem w policzek.
- Cześć Caro. Wchodź - zamknęłam za nią i poszłyśmy do salonu gdzie znajdowali się oni. Gdy brunetka ich zobaczyła oniemiała.
- Tak uznaje że coś jest nie tak
- Soph dlaczego Magcon siedzi w twoim domu? - szepnęła do mnie.
- Gdybym to ja wiedziała. Panowie. To jest moja przyjaciółka Caroline. Caroline dobrze wiesz kto to jest
- Hej
- Cześć Caro - i znowu wszyscy powiedzieli to równocześnie.

piątek, 11 września 2015

Rozdział 7

Zaczął całować wszystkie moje rany. Dziwny dreszcz przeszedł przez moje ciało.
- J...Jack co t...ty? - wyjąkałam.
- Chcę sprawić by najpiękniejsza dziewczyna na świecie już nigdy więcej nie próbowała odebrać sobie życia - spojrzał w moje oczy. Odwróciłam wzrok. Nie lubiłam gdy ktoś się patrzy uporczywie w moje tęczówki. - Soph nie pozwolę żeby ktoś Cię skrzywdził - przyciągnął mnie do siebie i zamknął w mocnym i bezpiecznym uścisku.
- Jack muszę już wracać
- Odprowadzę Cię
- Nie musisz
- Ale chcę - uśmiechnął się do mnie. Znowu tego nie odwzajemniłam. Wstaliśmy i ruszyliśmy do mojego domu. Całą  drogę się do siebie nie odzywaliśmy. Gdy stanęłam przed klatką mojego mieszkania czułam, że muszę się odwrócić i spojrzeć w jego intensywne niebieskie oczy.
- Jack słuchaj. Ja przepraszam za ten dzień. Na pewno miałeś coś lepszego do roboty a ja tylko zabrałam Ci czas
- Hej, królewno nie mów tak - dotknął ręką mojego policzka i zaczął głaskać go kciukiem - cieszę się bardzo że wreszcie mogłem z tobą porozmawiać i poznać osobę, która zawróciła mi w głowie - był blisko mnie chyba nawet zbyt blisko. Blondyn uświadomił mnie że nie chce się na razie śpieszyć cmoknął mnie w czoło i mówiąc "do zobaczenia następnym razem" odszedł. Czułam się dziwnie jak na mnie. Co ten chłopak ze mną zrobił?

~~ Później ~~

Dzisiaj mogłam już zmienić nazwę Jack'a na tym portalu. Dziwne są w nim zasady.
Jack'ie: Hej królewno
Me: Cześć
Jack'ie: Jak się dzisiaj czujesz?
Me: Nie najgorzej. A co u Ciebie?
Jack'ie: Cały czas o Tobie myślę. Jesteś piękna wiesz? :*
Me: Nie jestem
Jack'ie: Gdybyś nie była to bym tego nie pisał
Me: Przestań
Jack'ie: Ale mówię Ci prawdę
Me: No niech Ci będzie
Jack'ie: Co porabiasz Sweety?
Me: Pisze piosenkę
Jack'ie: Jesteś tekściarką?
Me: Okazyjnie :)
Jack'ie: Widzę, że w najbliższym czasie pomożesz mi. Umiesz śpiewać?
Me: Nie wiem. Według mnie nie ale według mojej przyjaciółki tak
Jack'ie: To świetnie. Królewno muszę kończyć ale napisze później. Pa :*
Me: Cześć :*
Jack'ie się rozłączył.

Rozdział 6

Stranger: Sweety
Stranger: Królewno
Stranger: Proszę odpisz
Me: Co chcesz Jack...
Stranger: Dlaczego mi się powiedziałaś że to ty?
Me: Jack to dla mnie trudne
Stranger: Proszę powiedz mi. A ja Ci pomogę
Me: To nie jest rozmowa na chat
Stranger: To się spotkajmy
Me: Ja nie wiem czy to jest dobry pomysł
Stranger: Proszę. Spotkajmy się za dwa dni w parku o 16. Będę na Ciebie czekał, choćby to miało trwać wieczność :*
Obcy się rozłączył.

~~ Dwa dni później ~~

Strasznie się bałam tego spotkania. Bałam się że on ucieknie jak pozna tą całą historię i odwróci się jak inni. Siedziałam na ławce ubrana w czarny crop top, czarne leginsy i czarny sweter. Moje włosy były spięte w luźnego koka a makijażu nie było widać prawie wcale. Mój wygląd odzwierciedlał to co działo się we mnie. Czarna pustka. Z minuty na minute denerwowałam się jeszcze bardziej. A co jeśli na prawdę ucieknie? A co jeśli zacznie się śmiać? Gdy odwróciłam głowę zobaczyłam go. Miał na sobie czarne dresy z obniżonym krokiem i ściągaczami przy kostkach, białą koszulę zawiniętą przy łokciach, białego full capa i białe vansy. Wyglądał jak milion dolarów a ja? Ja wyglądałam jakbym dopiero wyszła z lumpeksu. Gdy mnie zauważył delikatnie się uśmiechnął. Nie odwzajemniłam tego. Nie potrafiłam się szczerze uśmiechnąć.
- Hej
- Cześć - powiedziałam trochę oschle.
- Powiesz mi jak się nazywasz?
- Jestem Sophie
- Ładnie. Soph królewno o co chodzi? Dlaczego zawsze uciekałaś?
- Jack bo chodzi o to, że bałam się. Pacz na mnie. Wyglądam jak straszydło a historię mam nie lepszą. Bałam się że uciekniesz jak wszyscy. Zawsze tak było. Teraz mam tylko przyjaciółkę. Nawet rodzice się ode mnie odwrócili a wiesz dlaczego? Bo mam pieprzoną depresje. Wszystkie próby samobójcze zmusiły ich do wyrzucenia mnie z domu - zamilkłam. Znów płakałam przez to, że jestem chora. Te wszystkie blizny i rany zaczęły mnie boleć. Odruchowo naciągnęłam rękawy jeszcze bardziej na ręce. Jack to zauważył. Niestety. Chwycił moją dłoń by nie dotknąć nadgarstka i pociągnął rękaw delikatnie do góry. Na moich rękach była zapisana cała historia jaką przebyłam. Te cięcia większe, mniejsze, głębsze, płytsze, stare i nowe. Całe moje cierpienie.
- Dlaczego?
- Chciałam się zabić - powiedziałam cicho. Wtedy zrobił coś czego się nie spodziewałam...

środa, 9 września 2015

Rozdział 5

Me: Hej Jack'y
Stranger: Hi Sweety. Dlaczego tak późno piszesz?
Me: Boję się burzy :(
Stranger: Oh. Wiesz przytuliłbym Cię ale nie da się :(
Me: Wiem. Dlatego napisałam do Ciebie. Przeszkadzam?
Stranger: Ty? Nigdy :*
Me: Co porabiasz?
Stranger: Znów myślę o tej dziewczynie z parku
Me: Powiesz mi jak ona wygląda?
Stranger: Niska, ma długie brązowe loki, zielono - brązowe oczy, urocze piegi i słodki uśmiech
Me: Ojej musi być na prawdę ładna :)
Stranger: Ładna to za mało powiedziane. Ona jest ósmym cudem świata
Me: Szczęściara
Stranger: Sweety?
Me: Tak?
Stranger: Pokażesz mi swoje zdjęcie?
Me: Jack'y wolę żebyś nie wiedział jak wyglądam
Stranger: Proszę królewno :*
Me: Ehhh ale co ja z tego będę mieć?
Stranger: Przyjadę do Ciebie i wiesz co? Zostanę tyle ile będzie trzeba
Me: A wy przypadkiem nie jesteście w trasie?
Stranger: Już jutro się kończy. Jesteśmy właśnie na lotnisku w Dallas. Tu mamy ostatni koncert
Me: Ow. Ja nigdy nie byłam :(
Stranger: Jeśli chcesz załatwię ci szybki lot do Dallas i się zobaczymy na koncercie :)
Me: Jack to miłe z twojej strony ale ja nie mogę mam pracę. Ale jak będę mieć wolne to kiedyś pójdę
Stranger: To jak wyślesz mi to swoje zdjęcie?
Me: Nie wiem muszę się zastanowić ;)
Stranger: Proooosze
Me: No dobrze ale nie przestań ze mną pisać
Stranger: Obiecuje
Me: * wysłano załącznik *
Me: Jack?
Me: Halo żyjesz?
Obcy się rozłączył.

~~ Później ~~

Me: Obiecałeś mi Jack. A ja głupia Ci uwierzyłam. Wiesz? Sprawiłeś że pękło mi serce :(
Stranger: To ty jesteś tą dziewczyną z parku. Chyba że masz bliźniaczkę
Me: Co? Jaką dziewczyną? Jaką bliźniaczkę?
Stranger: To Ciebie widziałem wtedy w parku
Me: CO?! To jest nie możliwe. Nie, to nie mogłam być ja. Ale nie...
Rozłączyłeś się.

wtorek, 8 września 2015

Rozdział 4

~~ Kolejny dzień ~~

Rano obudził mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Otworzyłam oczy, które natychmiastowo zamknęły się z powrotem. Namacałam ręką telefon na szafce nocnej i podniosłam nad siebie i odblokowałam. To był Jack.
Stranger: Um hej. Wiem, że Cię budzę ale chciałem się Ciebie coś spytać
Me: Tak?
Stranger: Dlaczego zawsze wspominam o spotkaniu rozłączasz się?
Me: Musimy o tym pisać?
Stranger: Sweety prosze
Me: Słuchaj Jack. Nie chcę o tym mówić to dla mnie trudne
Stranger: Ahm ok. Przepraszam. Nie będę się już wtrącać
Me: Jack ja...
Obcy się rozłączył.
Ciężko wzdychając odłożyłam komórkę na jej pierwotne miejsce i znów udałam się do krainy Morfeusza.

~~ Później ~~

Szykowałam się właśnie do spotkania z Caro gdy ktoś zapukał do moich drzwi.
- Tak?
- Przepraszam czy tu mieszka Sophie Jones?
- Tak to ja a o co chodzi?
- Pani matka nie żyje. Zmarła wczoraj
- Ahm dziękuje za informacje. Do widzenia
- Do widzenia - zamknęłam drzwi i wróciłam do poprzedniej czynności. Nie będę płakać za kobietą, która się ode mnie odwróciła. Odwróciła od własnej córki. Po pół godziny przyszła do mnie Caroline.
- Hej kochana
- Hej - przywitałam ją buziakiem w policzek. Weszła do mojego mieszkania jak do swojego i rozsiadła się wygodnie na kanapie.
- Chcesz coś do picia?
- Nie dzięki. Więc o co chodzi?
- Poznałam mojego idola na stronce i wiesz widziałam go nawet w parku ale nie podeszłam. A on mówi na mnie " Sweety " i w ogóle. Ale ja nie chcę żeby on mnie znał. Nie chce żeby wiedział kim jestem. Po za tym on mówi, że się zakochał i ja nawet nie mam szans
- W kim się zakochał?
- W jakiejś dziewczynie, którą pierwszy raz w życiu widział i... - przerwał mi dźwięk wiadomości. Odblokowałam telefon i zobaczyłam ikonkę że mam wiadomość od Johnson'a.
Stranger: Przepraszam Sweety
Me: Nie przepraszaj. Nic się nie stało
Stranger: Znowu ją widziałem
Me: Kogo?
Stranger: Tą dziewczynę. Wyglądała jeszcze piękniej niż wczoraj. Zresztą ona cały czas wygląda pięknie
Me: Jack słuchaj nie mogę teraz pisać. Mam przyjaciółkę w domu
Stranger: Okej. To do następnego Sweety :*
Me: Pa Jack :*
Obcy się rozłączył.

niedziela, 6 września 2015

Rozdział 3

~~ Jack's P.O.V ~~


Kolejnego dnia znów miałem nadzieję, że ją zobaczę. Te piękne oczy zawirowały w mojej głowie. Dzisiejszej nocy śniła mi się tylko ona. Zobaczyłem anioła, o którego chciałem zawalczyć całym sobą. Siedziałem na ławce pod drzewem i szukałem wzrokiem nieznajomej. Lecz przez ten cały czas ona się nie pojawiła. Postanowiłem napisać do Sweety.
Me: Hi
Stranger: Hello
Me: Co tam porabiasz?
Stranger: Pracuje
Me: Myślałem, że chodzisz do szkoły
Stranger: Oh już nie. Muszę zarabiać na siebie
Me: A czym się zajmujesz?
Stranger: Jestem fotografem. Zdjęcia ślubne, portrety i tak dalej
Me: Umówimy się kiedyś na sesję ze mną i Gilinskym?
Stranger: Wiesz Jack muszę lecieć praca wzywa. Do kolejnego razu :*
Obcy się rozłączył.
Intrygowała mnie ta dziewczyna. Za każdym razem gdy pytałem o spotkanie szybko się żegnała i rozłączała. Muszę ją o to spytać kolejnym razem. Moje rozmyślenia przerwał cichy chichot. Odwróciłem głowę i znów ją zobaczyłem. Długie loki opadające niesfornie na jej ramiona i uporczywie przysłaniające jej oczy były dzisiaj jeszcze bardziej skręcone niż wczoraj. Uśmiech, który sprawił że sam się uśmiechnąłem. Ale tak jak szybko przyszedł tak szybko zniknął. Gdy zauważyłem jak koło niej kręci się blondyn i to on jest powodem jej śmiechu zmarkotniałem. Czyli kogoś ma. Moja mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Przypatrywałem im się dłuższą chwile aż chłopak przybijając z nią piątkę po prostu odszedł. Czyli jednak jest szansa. Z powrotem się ożywiłem i postanowiłem do niej podejść. Ale kiedy zauważyła i wychwyciła mój zamiar szybko się ulotniła. O co chodzi? Przecież nawet się nie znamy a ona ucieka na mój widok. Coś jest na rzeczy. A może znamy się tylko ja jej nie pamiętam? Chociaż tych oczu nie da się zapomnieć. Dobra Jack otrząśnij się i poszukaj jej.

~~ Sophie's P.O.V ~~

Znowu uciekłam. Nie chciałam z nim rozmawiać. Obawiam się tego że jak dowie się wszystkiego to ucieknie. Wystarczają mi rozmowy z nim na portalu. On nie może się dowiedzieć kim jestem. Wiem zachowuje się jak dzieciak. Wyciągnęłam komórkę i napisałam do Caro.
Me: Hej
Caro:*: Cześć kochanie
Me: Musimy porozmawiać i to poważnie
Caro:*: Jutro u Ciebie o 18.00
Me: Będę czekać
Caro:*: Buźki :* :*

sobota, 5 września 2015

Rozdział 2

~~ Sophie's P.O.V ~~

Robiłam zdjęcia kolejnej parze, która mimo szczęścia na twarzy miała strach w oczach. Dlaczego strach? Boją się mnie. Tego jak wyglądam. Każde moje zdjęcie jest uśmiechnięte. Dlaczego? Bo maskuje ból. Maskuje moją przeszłość. Oprócz Caro nie mam nikogo. Caro to moja przyjaciółka. Jako jedyna nie odwróciła się ode mnie gdy okazało się że mam depresje. Przez to straciłam rodzinę, przyjaciół. Wyglądam jak wrak.
- Dziękuję. To wszystko. Zdjęcia będą za kilka dni
- Dziękujemy bardzo - pożegnałam ich i zaczęłam pakować sprzęt do torby.
- Gilinsky no dawaj
- Odwal się Johnson - i potem był śmiech. Odwróciłam głowę w ich stronę. To oni. On nie może mnie poznać. Szybko pochowałam resztę rzeczy i ruszyłam niestety w ich kierunku. Odwracając głowę chciałam przejść ale nagle ktoś mnie zawołał.
- Hej! - krzyknął wesoły głos. Mimowolnie odwróciłam się do nich dwóch - um... zrobisz nam zdjęcie? - blondyn podał mi telefon. Pokiwałam lekko głową. Zrobiłam im fotkę i oddałam Johnson'owi urządzenie. W tej sekundzie nasze palce się zetknęły i przeszedł mnie dziwny prąd.
- Dzięki - uśmiechnęłam się słabo i szybkim krokiem odeszłam.

~~ Później ~~

Weszłam na chat. Może ktoś napisał. I nie myliłam się. Osobą która pisała był sam JJ.
Stranger: Hi
Me: Hello
Stranger: Nie uwierzysz
Me: O co chodzi?
Stranger: Chyba zakochałem się w dziewczynie, którą widziałem pierwszy raz na oczy
Me: To gratuluje. Wiesz widziałam Cię dzisiaj
Stranger: Naprawdę? Kiedy?
Me: Jak byłeś z Gilinsky'm w parku i się chyba o coś kłóciliście. Jechałam samochodem i no rzuciłeś mi się w oczy
Stranger: Nie ładnie tak nie patrzeć na drogę
Me: Wiesz nie ładnie odwracać uwagę kierowcy gdy prowadzi :)
Stranger: Mówisz, że zwracam uwagę?
Me: Nie trudno Cię nie rozpoznać jak się jest twoją fanką
Stranger: Może spotkamy się jutro w tym parku?
Me: Yyyyy ja już muszę lecieć. Do następnego razu. Pa Jack :*
Stranger: Sweety poczekaj...
Rozłączyłeś się.

czwartek, 3 września 2015

Rozdział 1

~~ Jack's P.O.V ~~

Pewnego dnia gdy strasznie wiało nudą postanowiłem odwiedzić portal społecznościowy na którym poznaje się ludzi ale bez imion i nazwisk. Po założeniu konta rozpocząłem konwersację
Me: Hi
Stranger: Um... Hello
Me: Pierwszy raz tutaj?
Stranger: Tak. A ty?
Me: Ja też. Opowiedz mi coś o sobie
Stranger: Um... mam 16 lat. Pochodzę z Omaha z Nebraski ale obecnie mieszkam w LA. Jestem dziewczyną. Uwielbiam muzykę i fotografię. Hmmm moim ulubionym duetem są Jack & Jack. Jestem niska, mam długie, brązowe loki. Zielono - brązowe oczy i no to chyba tyle. A ty powiesz mi coś o sobie?
Me: Mam 19 lat. Też jestem z Omaha i też mieszkam w LA. Pochodzę z duetu Jack & Jack i no chyba resztę już sama wiesz ;)
Stranger: Matko na prawdę jesteś Jack?! Nie wierze. Żartujesz sobie ze mnie prawda?
Me: Nie
Stranger: Nie wierze. I nie uwierzę póki nie zobaczę
Me: Wiesz aktualnie jesteśmy w trasie ale mam nadzieję Cię kiedyś spotkać i potowarzyszyć Ci :)
Stranger: Jeju Jack ale wiesz nie musisz. Jestem taką szarą osobą. Pewnie byś mnie nie zauważył i wgl. A nie chcę Ci robić problemu. Te wszystkie fanki i natarczywi dziennikarze...
Me: Hej, hej spokojnie. Nic się nie stanie. Umm. mam takie pytanie
Stranger: Tak?
Me: Mogę do Ciebie mówić Sweety?
Stranger: ( wdech, wydech, wdech, wydech ) :D OMG nawet nie pytaj. Pewnie że możesz
Me: Słuchaj wydajesz się być bardzo fajną osobą. Nie wiem dlaczego mówisz że jesteś szarą myszką
Stranger: Um... wiesz muszę już kończyć ale mam nadzieje że jeszcze kiedyś popiszemy. Cześć Jack, koch... znaczy miło się z Tobą pisało. Papa :*
Obcy się rozłączył.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Prolog

Żadne z nich nie sądziło, miłość w ich życiu zagości tak szybko. Chociaż szukali jej wieki znaleźli ją w kilka chwil. Mimo, że tyle trudności ich spotkało walczyli o serca drugiej połówki. Dla niej zrobili by wszystko. A całej opowieści o tym dowiecie się w następnych częściach tych pozawijanych uczuć.