- Ja Ciebie też Jack - tak chciałam odpowiedzieć, ale nie mogłam. Mocniej się w niego wtuliłam a potem odpłynęłam do krainy Morfeusza.
~~ Rano ~~
Obudziłam się objęta przez blondyna.
- Gapisz się - powiedziałam uśmiechnięta.
- Nie przeszkadza mi to - cmoknął mnie w nos a ja cicho zachichotałam.
- Trzeba wstawać - oznajmiłam i chciałam się podnieść ale Jack mnie zatrzymał.
- Spokojnie królewno. Oni śpią do 12
- Trudno. Dzisiaj ja ich obudzę - posłałam mu uśmiech i wstałam. Szybko się przebrałam i ruszyłam do kuchni. Zrobiłam ogromne śniadanie i z dwoma patelniami w rękach weszłam do salonu. Z ogromnym uśmiechem zaczęłam uderzać jedną o drugą i drzeć się że jedzenie czeka. Wstali z jękami co tak wcześnie.
- Bo miałam taki kaprys. Cieszcie się że w ogóle macie co jeść i nie lądujecie już pod moimi drzwiami z drugiej strony. A teraz zapraszam do kuchni - zanim rzucili się do wskazanego pomieszczenia zdążyłam zgarnąć kawę i jedną kanapkę.
- Smacznego wszystkim - krzyknęła Caro wchodząc do kuchni.
- Nawzajem - odpowiedzieli równocześnie.
- Uwaga drogie panie. Zapraszamy dzisiaj was do naszego królestwa na nockę - spojrzałyśmy na siebie z Caroline a potem znów na nich.
- Cóż. Niech wam będzie - ci zaczęli drzeć się na cały głos że się cieszą i tak dalej.
~~ Później ~~~
- Gotowe? - jęknął Taylor. Zeszłyśmy z Caro do nich a im opadły szczęki. Wyglądałyśmy ok ale nie aż tak bardzo pięknie żeby aż się ślinić. Przeszłyśmy między bandą zaślinionych facetów i wyszłyśmy z domu czekając na nich.
- Halo? Panowie? Żyjecie? - pierwszy ocknął się Shawn.
- Pięknie wyglądacie
- Oh Shawn bo się zarumienimy - zaśmiałyśmy się cicho. Potem całą reszta się ogarnęła i mogliśmy iść. Po jakichś 15 minutach poczułam czyjąś rękę oplatającą mnie w talii. Spojrzałam się w bok i zobaczyłam tą znaną blond czuprynę. W miejscu gdzie dotykał mojego odkrytego brzucha, czułam jakby się paliła moja skóra. Czułam się dziwnie z tym że tak na mnie działał. I jak zwykle dopadły mnie te przysłowiowe motyle w brzuchu. Tylko moje wierciły dziury. Po kolejnych 15 minutach doszliśmy do ich wielkiej willi.
- Jeju panowie. Masę forsy was to kosztowało
- Uroki bycia sławnym - Espinosa zaczął się przechwalać.
- Ty się nie odzywaj bo płacisz najmniej - wtrącił Gilinsky
- Ej nie wypominaj mi tego
- Stary on ma racje
- Cicho nie wszyscy muszą o tym wiedzieć
- I tak wszyscy już o tym wiedzą - i zaczęli się kłócić. Ehhhh gorzej niż dzieci.
- Ekhm - odchrząknęłam. - przypominam iż my tu też jesteśmy i gdybyśmy mogły to już byśmy poszły. Więc otwierać te masywne drzwi i pokazywać co macie w środku tej wielkiej chaty - ucichli i poprowadzili do środka. Wrażenie było jeszcze większe niż na zewnątrz.
- Wow - to tyle co mogłam z siebie wydusić.
- Podoba Ci się to co widzisz - mruknął mi na ucho Johnson, który jak zwykle musiał zgiąć się w pół bo sięgam mu do ramienia.
- Panowie musicie być tacy wysocy? Wpadam przez was w kompleksy - położyłam ręce na biodrach.
- Małe jest piękne - mrugnął do mnie Nash.
~~ Później ~~
- Zaśpiewamy coś?
- Co?
- Nie wiem. Może " I See Fire" ?
- Może być
Oh, misty eye of the mountain below
Keep careful watch of my brothers' souls
And should the sky be filled with fire and smoke
Keep watching over Durin's sons
If this is to end in fire
Then we should all burn together
Watch the flames climb high into the night
Calling out father oh
Stand by and we will
Watch the flames burn auburn on
The mountain side
And if we should die tonight
Then we should all die together
Raise a glass of wine for the last time
Calling out father oh
Prepare as we will
Watch the flames burn auburn on
The mountainside
Desolation comes upon the sky
Now I see fire
Inside the Mountain
I see fire
Burning the trees
And I see fire
Hollowing souls
I see fire
Blood in the breeze
And I hope that you remember me
Oh, should my people fall
Then surely I'll do the same
Confined in mountain halls
We got too close to the flame
- Dobra, dobra starczy - jęknęłam. Siedzieliśmy i gadaliśmy lub graliśmy do 4 nad ranem aż wszystkim zachciało się spać. Oczywiście Jack nie pozwolił mi spać nigdzie indziej niż u siebie. I znów byłam zmuszona czuć jego piękny zapach oraz być przyciśnięta do niego każdym skrawkiem ciała. Nie żeby mi to przeszkadzało ale coraz bardziej utwierdzało mnie to w tym że nie mogę mu dawać nadziei. Ja niedługo wyjeżdżam. I muszę mu o tym powiedzieć jak najszybciej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz